Często w swoich postach posługuję się wyrażeniem „części naszej osobowości”, lub części naszego „Ja”. Te części są jak te baloniki, które
trzymam w ręku. Zdarza się, że czytając lub słuchając o pracy z częściami ogarnia Cię niepokój i słyszę to w następujących zdaniach:

  • czy to jest jakaś magia?
  • czy to znaczy, że skoro jest kilka moich części, to znaczy że jestem chory?
  • czy jestem nienormalny?
  • skoro jakaś moja część się boi lub smuci to najlepiej je „odciąć”, przecież dobrze jest mieć tylko te części, które są silne i zaradne to wtedy już taki będę.

Chociaż praca z częściami może przypominać proces magiczny, bo jest w tej pracy niezwykłość odkrywania tajemnic, to każdy element tej pracy
ma swoje podstawy w neuropsychologii i procesach pracy naszego mózgu. Postaram się nieco przybliżyć ten proces, co zajmie pewnie kilka kolejnych postów.
Warto pamiętać, że trauma pozostawia spuściznę, która wymyka się tradycyjnym kryteriom diagnostycznym i terapeutycznym metodom. Szczególnie na
początku procesu zamiast odczuwać ulgę czujesz wstyd, jesteś nieufny, nie chcesz być za wszelką cenę zdemaskowany. Zamiast odczuwać poprawę,
zapominasz o tym, czego nauczyłeś/łaś się podczas sesji i nie wcielasz zmian w życie. W tym momencie terapeuta odkrywa, że nie istnieje tylko
jeden pacjent czy pacjentka, z którym terapeuta ma pracować. Poznaję pacjenta jako osobę zezłoszczoną, a na kolejnej sesji pojawia się on zasmucony i niepewny.
Nie jest w stanie rozmawiać. Gdy przywołuje trudny temat związany z przemocą, pacjent jest zaskoczony że w ogóle coś takiego powiedział. Unika
tematu i chociaż na początku zdawało się, że terapia to ostatnia deska ratunku – teraz rozważa jej sens i podważa skuteczność. Dążenie do poprawy zastępuje
silny lęk przed tym, że coś może się zmienić.

Dziś chciałabym zacząć od słowa klucz:

🔴PRZETRWANIE
W sytuacji, w której pacjent znajduje się w nowych, dotąd nieznanych warunkach, gdy wraca do wspomnień mózg i ciało włączają
alarmową reakcję na stres i instynktownie przygotowują pacjenta do ucieczki lub schowania się przed potencjalnym zagrożeniem.
Na ratunek przychodzi wtedy wiedza, którą staram się przekazać pacjentom, by wiedzieli, że takich reakcji się spodziewamy w terapii.
Mają one bowiem swoje uzasadnienie. Gdy do zmysłów dociera sygnał o niebezpieczeństwie (wspomnienie także jest niebezpieczne),
to zostaje uruchomiona następująca reakcja neurochemiczna.

Ciało migdałowate które jest takim naszym „alarmem pożarowym”, włącza się pobudzając inny element systemu limbicznego podwzgórze – do
momentu zaangażowania w „akcję” adrenaliny, która uruchamia współczulny układ nerwowy. Pod wpływem adrenaliny wzrasta tętno i przyspiesza
oddech w związku z tym większa ilość tlenu dopływa do mięśni, wiec ciało przygotowuje się do walki lub ucieczki. Osoba będąca w zagrożeniu w
wyniku takiej reakcji łańcuchowej czuje się gotowa i silna by znieść traumatyczną sytuację. Strach znika, źrenice zwężają się, ciało jest gotowe do
ucieczki lub przyjęcia ataku, zaciskają się pieści, napinają mięśnie nóg, ramion oraz barków. Gdy uruchomią się reakcje „walcz-uciekaj”, uwalnia się
kolejna substancja neurochemiczna kortyzol, który z kolei pobudza działanie przywspółczulnego układu nerwowego (związanego z oszczędzaniem energii),
odwrotnie do działań układu współczulnego (związanego z wydatkowaniem energii).

Pod wpływem środowiska, w jakim żyje dziecko, a także osoba dorosła doświadczając traumatycznej relacji, łatwiej jest się przystosować do zagrożenia,
kiedy ciało jest w stanie gotowości do obrony przed nim. Przetrwanie zależy od współczulnych skoków gotowości (nadmierna czujność, nadpobudliwość,
gotowość do działania) i przywspółczulnych spadków, w których jest czas na regenerację po olbrzymim wydatku energii zużytej na walkę lub ucieczkę,
sprzyja on pojawieniu się uczucia wyczerpania, zmęczenia, snu czy odrętwienia. Te układy pozwalają pacjentowi korzystać z pierwotnych mechanizmów obronnych.
Układy nerwowe osób po doświadczeniu traumy zostały uwarunkowane do rozregulowywania się pod wpływem stresu. Dzieje się to w codzienności.
Części „Ja” pacjenta, związane z pobudzeniem do walki i te części związane z uległością, trwają w gotowości do rozpoczęcia działań, gdy tylko pojawi się „wyzwalacz”.
To rozregulowanie ma związek z tzw. „Wypadaniem” z okna tolerancji afektywnej, o czym wspominałam w tym nagraniu -> nagranie

Uwarunkowane w dzieciństwie w ten sposób systemy nerwowe pacjentów dorosłych, reagują na bodźce uruchomieniem tych samych mechanizmów,
które służyły im we wczesnym dzieciństwie. To właśnie z tego powodu po wielu latach pacjenci czują zaniepokojenie, gdy dążą do odczucia spokoju.
To wydaje im się dziwne, obce, nie znane. To uczucie jest normalną reakcją na to, ile nienormalnych sytuacji pacjent musiał znieść dorastając w traumatogennym środowisku.